środa, 5 października 2011

Bez rozwklekłej gadaniny, czyli o dłubaniu w nosie i takie tam.

Witam ponownie! Nie spodziewałam się takiego zainteresowania....;) dziękuję za wszystkie maile i wiadomości wysyłane w sprawie bloga! Oczywiście na wszelkie dalsze pytania odpowiem, co ciekawsze wątki publikując tutaj, ale dalej możecie się ze mną kontaktować przez maila i FB. Dzisiaj nie będzie zdjęć, bo nie zrobiłam nowych, zanim przestało padać, padało na tyle mocno, że nie zabrałam ze sobą aparatu.

Ciągle pada... na na na na na, czyli kiedy ja przestaję się pocić Wietnamczycy noszą pikowane kurtki, grube bluzy i swetry i... klapki lub sandały ;) dla mnie osobiście, jest cieplutko. Wystarczy krótki rękawek i coś przeciwdeszczowego. Ale wszyscy wiedzą, że ja mam spaczone wyobrażenie o cieple i chłodzie.

Dzisiaj chciałabym spisać różne obserwacje, może prozaiczne, ale ciekawe, warto wiedzieć co nieco o zwykłym życiu i nawykach Wietnamczyków. Noszenie ciepłych ciuchów i gumowych laczków to tylko jedno dziwactwo...;) oczywiście eleganckie młode Wietnamki noszą wyłącznie szpilki, koturny itp. Wzbudzają we mnie podziw prowadząc w tym skutery, ale jeszcze lepiej wyglądają jako pasażerki, kiedy siedzą w obcisłych sukieneczkach z wykwintnie skrzyżowanymi nogami, po damsku.

Wspominając o Wietnamkach warto wspomnieć o tym, że u nich w domach ciężko znaleźć szampon do włosów, lub zmywacz do paznokci. Dlaczego? Otóż, większość z nich włosy myje u fryzjera, po co męczyć się samemu. Niecodziennym dla nas widokiem są też owe eleganckie, młode Wietnamki, siedzące na tych ich małych plastikowych krzesełkach na chodnikach, bądź ulicach i poddające się zabiegom upiększającym dłonie i stopy, czyli malują paznokcie, robią manicure, pedicure i co tam sobie można wymarzyć. Polski sanepid zapewne załamałby ręce na widok tych "ulicznych salonów", ale tutaj to zupełne normalne. Pewien młody Wietnamczyk opowiadał nam jak to działa. Otóż Wietnamki często chodzą do SPA, fryzjerów i właśnie :robić paznokcie", bardzo dbają o to, by wyglądać pięknie. W wielu przypadkach widać, że chcą się upodobnić do Amerykanek i Europejek, zresztą wszyscy wiemy, że w pewnym stopniu Wietnam, mimo swej egzotyki jest nasiąknięty kulturą amerykańską i francuską.

Przykładem może być kolejny odkryty na ulicy rarytas - ciepłe bułeczki z pasztetem, lub świeżo usmażonym jajkiem, suszonym mięskiem, ogóreczkiem i zieleniną. W sam raz na przegryzienie, kiedy żołądek domaga się posiłku po długim spacerze.

Pytaliście o papierosy. Tutaj są obrzydliwie tanie. W zależności od tego gdzie można je kupić i jakie, czy to typowo wietnamskie papierosy, czy też Marlboro, kosztują mniej więcej od 1,75zł do niecałych 5zł.

Piszę ze swojej ulubionej kawiarni z wifi. Chłopcy nas rozpoznają. Wchodząc tutaj dzisiaj otrzymałam już milion posyłanych w powietrzu całusków, właścicielka poczęstowała mnie owocami, a ja piję swój ulubiony koktajl.

Wietnamscy chłopcy mają bardzo zadbane paznokcie, przy czym u kciuka i małego palca są one długie na 2, albo i więcej cm! Jeden zapytany po co mu takie, odpowiedział, że przydają się w pracy do malowania. Whatever. Postaram się je gdzieś uchwycić na fotce. Jak kupię obiektyw :D

Wietnamczycy lubią bez żenady i w miejscach pubicznych dłubać w nosie. Poważnie. Przy jedzeniu, w knajpie, na ulicy, kobiety, mężczyźni, dzieci, wszędzie. Ale czad. Obym tylko nie przeniosła do Polscki dziwnych przyzwyczajeń. Nie, żebym dłubała w nosie. Nikogo też nie dziwi kobieta siedząca na przednim siedzeniu w taksówce, która nagle otwiera szybę i... wypluwa to co chwilę temu "odchrząknęła"...;) Pełna swoboda!

W wielu miejscach biorą nas za Rosjan z powodu wyglądu i języka. Ciekawe...

Ostatnio wrzucałam fotkę świątyni. W wielu restauracjach są ich mniejsze wersje w postaci ołtarzyka  obrazem lub posążkiem obłożonych kwiatami, jedzeniem, owocami, ciastkami, puszkami z colą, butelkami z herbatą, sokami, wodą itp. Po co to? Otóż to są dary dla przodków. Kiedy zapala się kadzidło na takim ołtarzyku nie można niczego ruszyć, ani zjeść bo wtedy przerywa się połączenie z przodkami. W naszym pokoju w akademiku Ung zrobiła mały ołtarzyk, z kadzidełkami w puszce. Kładziemy tam owoce, jogurty i ciastka (mmm, wietnamskie słodycze, np ryżowe ciasteczka!). Myślałby kto, że chcemy by nasz pokój przypominał nam o Polsce... cóż, jesteśmy tutaj i wolimy by pachniał Wietnamem...;)

2 komentarze:

  1. ung ma cos z tymi ołatarzykami, to fakt :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcale się nie dziwie, że biorą nas za Rosjan ;)
    A to bezkarne dłubanie w nosie mnie zaintrygowało :D

    OdpowiedzUsuń