Podróż samolotami Aeroflotu wbrew oczekiwaniom była jednak całkiem spokojna. Wietnam w mojej duszy zaczął się po opuszczeniu chłodnego pokładu samolotu... Natychmiast oblepił mnie gorący, niewidzialny płaszcz nasiąknięty wilgocią. Cóż, tego właśnie miałam się spodziewać.
Na lotnisku przywitały nas ciotki Unga (czyli Asi, przyjaciółki z roku), zapakowały w taksówkę i ruszyłyśmy do domu jednej z nich. Zapomniałam jakim krzykliwym narodem są Wietnamczycy, ale słuchając przekrzykujących się trzech Wietnamek w owej taksówce, szybko sobie przypomniałam. To tak, jakby skumulować dźwięki stu Polaków na rynku ;)
Dotarłyśmy do domu jednej z ciotek, gdzie wciąż oszołomiona przyjmowałam wszystko co akurat zsyłał mi los. W tym wypadku były to nieśmiałe pogaduszki łamanym wietnamskim i rewelacyjny posiłek. O wietnamskim jedzeniu można się rozpisywać godzinami, ale najlepiej po prostu spróbować. Stoły zawsze zastawione są półmiskami z różnymi przysmakami, które (oczywiście pałeczkami) nakłada się do małych miseczek i tak trzeba jeść i jeść przy zachęcie wietnamskich okrzyków "an di!", czyli po prostu "jedz!".
To tylko kilka takich półmisków ;)
Magiczne jest to, że Wietnamczycy potrafią siedzieć i skubać z talerzy długie godziny. A jacy są chudzi! ;) Zupa pho wreszcie smakuje jak należy. A cała reszta niesamowicie smaczna.
Przyjęta zostałam do domu innej ciotki, wraz z Ungiem, więc mam relacje z pierwszej ręki, jak wygląda życie w takiej wietnamskiej rodzinie. Ale o tym będzie w kolejnym wpisie.
Pewnie ciekawi Was, skąd wziął się tytuł mojego bloga... otóż, Wietnamczycy są bardzo chamscy i bezpośredni ;) oczywiście nie wszyscy... ale najpierw zajmijmy się ciemniejszą stroną tego narodu. Idąc ulicą wszyscy po prostu się na nas gapią. Nie patrzą. Nie obserwują. Nie zerkają. Najzwyczajniej w świecie się gapią. To by było nic, gdyby nie ich komentarze, które brzmią praktycznie tak samo: "idą grube Europejki", "patrz, ale mają dupy jak u słonia" itp itd. Cóż... Ung jest szczupła, ale nie ma ud chudych jak patyki. Więc jest jej to wytykane. Myślałby kto, że kiedy orientują się, że znamy wietnamski to się speszą. A skąd! Wtedy gadają jeszcze więcej. Mnie jeden mężczyzna zapytał "dlaczego jesteś taka duża?". Ung jest sensacją w Polsce, bo wygląda jak Azjatka, a tutaj bez wahania mówią o niej "Europejka" ;) Część z nich śmieje się z naszej budowy, inni znów patrzą z prawdziwą niechęcią.
Jak już wspominała, są też mili ludzie. Zagadują do nas z pytaniami ile mamy lat, skąd jesteśmy i po takich wstępach rozmowa zazwyczaj toczy się gładko, oczywiście w granicach naszego rozumienia języka.
Spacerując ulicami Hanoi udało nam się już targować o cenę zapalniczki Zippo i nie omieszkano skomentować naszego wyglądu. Tym razem usłyszałyśmy, że jesteśmy ładne i trochę grube, ale proporcjonalne...;) tak, komentarze, że ładnie wyglądamy też się zdarzają... Zawsze myślałam, że mam ogromny dystans do siebie, ale tutaj odkryłam jego takie pokłady, o jakie się nie posądzałam :) Oto wspomniane uliczki Hanoi:
Magia Hanoi polega na mieszance tradycjonalizmu z nowoczesnością, co w jakiś dziwny sposób ze sobą współgra. Uliczki wypełnione są knajpkami, wszyscy siedzą na malutkich krzesełkach na chodniku, jedzą, piją, plotkują...;) obok zaś wznoszą się budynki z siedzibami firm, które u nas są doskonale znane.
Większość mieszkańców porusza na się na skuterach i motorowerach. Oczywiście pomiędzy nimi lawirują też samochody. Tak, dosłownie lawirują. Pasy dzielące ulicę na pasy są chyba tylko formalnością, podobnie jak większość świateł drogowych. Tutaj się po prostu jeździ w prawo, w lewo, krzyżując się, wyprzedzając i nieustannie wciskając klakson, co jest komunikatem, by usunąć się z drogi i po prostu sygnalizacją "uwaga, jadę!", bo skuterami można wjeżdżać w wiele miejsc, nawet w najciaśniejsze uliczki.
Obok eleganckich, młodych Wietnamek w szpilach "Prawie D&G", chodzą takie właśnie panie, przenosząc towar, sprzedając owoce i tradycyjne przysmaki.
Zaskakujące jest też to, jaką ilość towaru można przewieźć na rowerze, czy skuterze ;)
Na co trzeba uważać, będąc białym? Cóż, zawyżane są dla nas ceny towarów, jako dla osób niezorientowanych na których można zarobić. Dobrze jest umieć się targować.
Na dziś to tyle... hmm. Skąd piszę? Z eleganckiej kawiarni "Tim Caffe" wyposażonej w wi-fi ;) obok zaś znajdują się typowe stragany i budki z jedzeniem na świeżym powietrzu.
Pozdrawiam i zachęcam do sprawdzania aktualizacji na blogu!
dobrze wiedzieć, że Ci dobrze. Nareszcie będę wiedziała, co u Ciebie w miarę na bieżąco! szpoczek
OdpowiedzUsuńKoniecznie nagraj przechodzenie przez ulicę w godzinach szczytu ;D
OdpowiedzUsuńcałkiem spoko piszesz w sumie
OdpowiedzUsuń53 yrs old Executive Secretary Isabella Worthy, hailing from Saint-Jovite enjoys watching movies like Conan the Barbarian and Pottery. Took a trip to Carioca Landscapes between the Mountain and the Sea and drives a A3. zawartosc witryny
OdpowiedzUsuńkancelaria radcy prawnego rzeszow
OdpowiedzUsuń