Olaboga, jak gorąco! Dzień minął w oparach 30 stopni Celsjusza, noc będzie przyjemniejsza tylko dzięki temu, iż nie praży słońce, co nie zmienia faktu, że będzie duszno i gorąco. Znów mam ochotę wycałować geniusza od klimatyzacji! Przeraża mnie panująca tutaj wilgoć w połączeniu z wysoką temperaturą...
Wczorajszy dzień uznaję za bardzo owocny! Wraz z Zupą, Motorówą, Trenerem, Izą, Monią, Iwoną i Węgierką wybraliśmy się do Muzeum Etnograficznego, które okazało się być niezwykle interesujące i warte zwiedzania! Co prawda pogoda była okropna(tzn było słonecznie i gorąco, więc tylko ja uważam, że była okropna^^), ale przynajmniej miałam dobre światło do zdjęć, których na terenie muzeum zrobiłam sporo!
Same eksponaty wewnątrz budynku robią spore wrażenie, a co dopiero przeznaczone do zwiedzania budynki znajdujące się na terenie muzeum! Dowiedzieliśmy się co nieco o historii wietnamskich plemion, obejrzeliśmy dawniej noszone stroje, narzędzie którymi posługiwano się na co dzień, wozy, scenki z życia wzięte, a także całe wielkie pomieszczenie poświęcone HIVowi. Zdjęcia z wnętrza muzeum zamieszczam poniżej!
Takimi pojazdami się kiedyś poruszano!
Znalazłam karabin i mój dzień stał się piękniejszy...;) tylko zobaczcie!
Kask wyklejony prezerwatywami, z działu o AIDS.
Drewniane japonki ;)
M*Issue również zwiedzał muzeum!
Księga gości w muzeum ;) jest wpis!
Sukienka z prezerwatyw z działu o AIDS.
Po obejrzeniu wszystkich eksponatów udaliśmy się na spektakl mini teatru na wodzie. Co prawda nagłośnienie nie pozwalało na śledzenie dialogów (podwójny wysiłek, jednocześnie próbować coś usłyszeć i zrozumieć ^^), ale przedstawienie było efektowne i sądząc po brawach i radosnych okrzykach, które rozlegały się co chwilę, bardzo się wszystkim podobało...;)
Nie był to koniec atrakcji. Przyszedł także czas na zwiedzanie domków na zewnątrz. Niesamowite jest to, iż (po uprzednim ściągnięciu butów) można wejść do środka i zobaczyć, jak niegdyś wyglądały wietnamskie domy. Cóż, na wsiach nadal można takie spotkać. Sensacją był dom komunalny i „long house”, co zaraz zobaczycie na zdjęciach. Równie ciekawy był grobowiec otoczony obscenicznymi figurkami, co jest po prostu bezpośrednią aluzją dla osób grzebiących swoich bliskich. Rozmnażajcie się, bo inaczej nasze plemię wymrze. Wspomniany grobowiec, grobowiec, a także „long house” były dla nas inspiracją do bardzo ciekawych zdjęć...;)
Dom komunalny.
Long House - wnętrze.
Long House
Wspominany grobowiec z przesłaniem...
...i jedna z obscenicznych figurek.
Po męczącym zwiedzaniu ruszyliśmy na przystanek autobusowy, ale zaciekawił nas hałas dobiegający z parku naprzeciwko muzeum. W środku dla spędzających tam czas znajduje się mnóstwo atrakcji, nam szczególnie spodobał się darmowy aerobik na wolnym powietrzu, który odbywa się codziennie...;) mam nadzieję, że w którejś relacji będę mogła opowiedzieć, czy podobało mi się na takim aerobiku...;)
Zakochałam się w kolejnej potrawie, czy też raczej potrawach. Chodzimy teraz często na ryż do wyboru. Za określoną kwotę wykupuje się numerek i staje w kolejce, gdzie pani na talerz nakłada porcję ryżu, a do tego wybieramy sobie określona liczbę dodatków, takich jak różne rodzaje mięsa, warzywa, omlety, jajka, orzeszki do ryżu (mmm, pyszne!), zieleninkę, sos i różne smaczne rzeczy, czyli po prostu sami układamy sobie posiłek. Rewelacyjny i smaczny ;)Prócz tego próbowałam jeszcze grilla, który wygląda tak, że zasiada się do niskich metalowych stolików z dziurą, w którą wkładają nam kocioł z węglem, a nad tym grillujemy to co sobie wybraliśmy, różne rodzaje mięsa i warzywa.
Trener odkrył, iż karabiny żołnierzy spacerujących po ulicach Hanoi, czy obstawiających jakiś budynek są tylko dla postrachu. Z lufy nie może nic wylecieć, bo jest to po prostu atrapa. Chwała Trenerowi i jego zdolności obserwacji...;) jest to póki co pierwsza militarna nowinka, jaką mogę się podzielić, niestety nie odkryłam jeszcze militarnego świata, którego bardzo mi tutaj brakuje. Ale na wszystko przyjdzie pora. Mam nadzieję zwiedzić wszystkie niesamowite miejsca, które sobie wymarzyłam zwiedzić.
Dzisiaj sensacyjnych wiadomości dnia dzisiejszego mam tylko jedną, otóż nigdy, przenigdy, nawet tutaj, nie widziałam takiego ruchu ulicznego. Ulica była zatłoczona tak, że nie dało się przejść w żaden sposób, bo ludzie jeździli motorami nawet po chodnikach, co jednak niczego nie zmieniło, ani nie ułatwiło. Zrobiłam zdjęcie, ale ono tego nie oddaje, musiałabym je zrobić z większej wysokości, wtedy zobaczylibyście niesamowity obraz ulicy pokrytej nawet nie plamami, ale jednolitym dywanem ludzkich, kolorowych kropek.
Oczywiście nie pamiętam co jeszcze chciałam opisać, a zapewne było tego sporo, jak zwykle. Tym lepiej dla Was, mniej czytania moich wypocin ;) pozdrawiam i do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz